Triest to chyba najbardziej „nie-włoskie” włoskie miasto, jakie odwiedziliśmy. Leży na samym skraju kraju, tuż przy granicy ze Słowenią, i przez większość swojej historii było czymś zupełnie innym niż reszta Włoch — najważniejszym portem Austro-Węgier i czwartym co do wielkości miastem cesarstwa Habsburgów. Ten rodowód czuć na każdym kroku. W architekturze bardziej wiedeńskiej niż rzymskiej, w kawiarniach, w których przesiadywał James Joyce, i w kuchni, w której obok pizzy znajdziecie gulasz i kwaśną kapustę. Spędziliśmy tam z rodziną trzy dni i było to jedno z tych miast, które zaskakują pozytywnie właśnie dlatego, że nie trafia na listy oczywistych włoskich hitów.

Zebrałem tu wszystko, co warto zobaczyć w Trieście — od placu nad samym morzem, przez wzgórze z zamkiem i katedrą, po bajkowy Zamek Miramare i ogromną jaskinię tuż za miastem. Piszę z perspektywy rodziny 2+2, więc znajdziecie też uwagi o tym, co sprawdza się z dziećmi, a co lepiej odpuścić.

Trochę kontekstu — dlaczego Triest jest inny

Żeby dobrze zwiedzać to miasto, warto na chwilę cofnąć się w historię. Do 1918 roku Triest nie był Włochami. Był oknem Habsburgów na morze, tętniącym portem, przez który do Wiednia płynęły kawa, przyprawy i towary z całego świata. Dopiero po pierwszej wojnie światowej miasto znalazło się w granicach Włoch, a po drugiej — po latach bycia Wolnym Terytorium — ostatecznie do nich wróciło.

Efekt jest taki, że dziś idziesz włoską ulicą, słyszysz włoski, a wokół stoją gmachy jak z Wiednia, w menu masz jotę i gulasz, a espresso zamawia się pod inną nazwą niż w Rzymie. To miesza się w głowie i to jest właśnie największy urok tego miejsca.

Kiedy jechać do Triestu

Najlepsza pora to późna wiosna i wczesna jesień — maj, czerwiec oraz wrzesień. Temperatury są wtedy łagodne, morze już (albo jeszcze) kusi, a tłumów jest wyraźnie mniej niż w pełni lata. My byliśmy pod koniec maja i trafiliśmy idealnie: ciepło, ale bez upału, który potrafi zamienić wchodzenie na wzgórze San Giusto w mękę.

Jest jeden lokalny bohater pogodowy, o którym trzeba wiedzieć: bora. To silny, porywisty wiatr wiejący głównie zimą, który potrafi skutecznie utrudnić spacer po nadmorskiej promenadzie, a czasem prowadzi nawet do zamykania niektórych ulic. Jeśli planujecie wizytę w chłodniejszej porze roku, sprawdźcie prognozę wiatru, nie tylko temperatury. Latem bora odpuszcza, ale wtedy dochodzi upał i tłumy na Barcoli.

Jak dojechać do Triestu

Lot i dojazd na miejsce

Triest ma własne lotnisko, Trieste Airport w Ronchi dei Legionari, około 30 km od centrum, skąd do miasta dojedziecie autobusem lub pociągiem w mniej więcej godzinę. To najwygodniejsza opcja, jeśli akurat są dogodne połączenia. W praktyce jednak sporo osób przylatuje do jednego z dwóch większych, lepiej skomunikowanych portów w pobliżu.

Pierwszym jest Wenecja (lotniska Marco Polo i Treviso) — stamtąd do Triestu jedzie się autem lub pociągiem około dwóch godzin. Drugim, często najtańszym z Polski, jest Lublana w Słowenii, oddalona o niecałe dwie godziny drogi. Warto porównać wszystkie trzy kierunki, bo różnice w cenie biletów potrafią być spore, a każdy z tych lotnisk daje sensowny dojazd do miasta.

My planujemy takie wyjazdy tak, żeby przy okazji dało się je opisać dla Was. Jeśli lubicie to, co robimy, sprawdźcie loty do Triestu i okolic tutaj. Cena dla Was ta sama, a dzięki temu nasza dwójka poleci z nami w kolejną podróż, którą później dla Was rozpiszemy.

Noclegi w Trieście i okolicy

Triest jest kompaktowy i większość atrakcji zwiedza się pieszo, więc lokalizacja noclegu ma tu duże znaczenie. Dobrze wybrana oszczędza mnóstwo wchodzenia pod górę z dziećmi. Najwygodniej mieszkać w okolicy Piazza Unità d’Italia i Borgo Teresiano, czyli w historycznym, „austriackim” centrum między głównym placem a Wielkim Kanałem. Stąd wszędzie jest blisko, wieczorem można wyjść na plac, a rano bez pośpiechu ruszyć w miasto. To najdroższa część, ale dla rodziny bez auta najsensowniejsza.

Jeśli szukacie czegoś taniej, warto spojrzeć na dzielnice trochę wyżej i dalej od morza — okolice dworca Trieste Centrale albo rejon San Giacomo. Ceny bywają niższe, a do centrum wciąż dojdziecie pieszo lub jednym autobusem. Osobna opcja to nocleg bliżej Barcoli i Miramare, po północnej stronie miasta — dobre, jeśli marzy Wam się poranna kąpiel i mniej miejski klimat, choć wtedy do zabytków centrum trzeba już dojeżdżać.

Kiedy dzieciaki wreszcie zasną po dniu pełnym wrażeń, dobrze mieć bazę w dobrym punkcie. Jeśli sprawdzicie noclegi w Trieście tutaj, cena zostaje bez zmian, a nam zostaje ta przysłowiowa lampka wina na tarasie na koniec dnia.

Atrakcje, które zwiedziliśmy

Piazza Unità d’Italia

Od tego placu zaczyna się każda wizyta w Trieście i dobrze, bo to serce miasta. Plac Zjednoczenia Włoch to, jak twierdzą sami mieszkańcy, największy plac w Europie leżący bezpośrednio nad morzem. Z jednej strony domykają go monumentalne, XIX-wieczne gmachy, z drugiej otwiera się wprost na Adriatyk. Wytyczono go dopiero w 1879 roku, a króluje nad nim majestatyczny ratusz z wieżą zegarową, na której szczycie dwie figury „Maurów” wybijają godziny.

Do 1918 roku plac nosił nazwę Piazza Granda i to wtedy, pod austriackim jeszcze porządkiem, nabrał tego reprezentacyjnego rozmachu. Jedynym budynkiem sprzed XIX wieku jest stojący w narożniku Pałac Pitteri. Wieczorem, gdy zapalają się światła i cały plac odbija się w mokrym po morskiej bryzie bruku, robi to niezłe wrażenie. Usiądźcie na chwilę na schodach schodzących ku wodzie — dzieci mają gdzie pobiegać, a wy macie jeden z ładniejszych widoków w mieście za darmo.

Po obu stronach placu stoją kolejne reprezentacyjne gmachy z epoki, między innymi Palazzo del Governo z bogato zdobioną fasadą oraz siedziba dawnego towarzystwa żeglugowego Lloyd Triestino, dziś należąca do regionu. Warto też spojrzeć w stronę morza — stąd rozciąga się widok na Molo Audace, długi falochron, po którym spacerują całe triesteńskie rodziny, szczególnie wieczorami, gdy robi się chłodniej i plac zapełnia się ludźmi wracającymi z pracy na aperitivo.

Piazza della Borsa i secesyjna architektura

Kilka kroków na wschód leży drugi z najpiękniejszych placów Triestu — Piazza della Borsa, z neoklasycystycznym gmachem dawnej giełdy wzorowanym na greckich świątyniach i fontanną Neptuna pośrodku. Po jego południowej stronie stoi Casa Bartoli, kamienica zdobiona zielonymi, roślinnymi motywami, jeden z najlepszych przykładów secesji wiedeńskiej w mieście. Dobry dowód na to, jak bardzo architektura Triestu odjeżdża od tego, co znamy z reszty Włoch.

Sam gmach dawnej Giełdy Towarowej powstał w połowie XIX wieku, kiedy Triest przeżywał gospodarczy rozkwit jako główny port monarchii habsburskiej — kupcy i armatorzy potrzebowali reprezentacyjnego miejsca do zawierania transakcji, więc postawiono budowlę, która miała nie ustępować niczemu, co widzieli w Wiedniu czy Wenecji. Dziś w środku mieści się siedziba lokalnej izby handlowej, a fasada z kolumnadą i trójkątnym frontonem wciąż robi wrażenie, szczególnie wieczorem, gdy podświetlenie podkreśla jej proporcje.

Polecamy:  Wakacje 2024 – gdzie wyjechać? Polecane miejsca w Polsce i za granicą

Wokół placu warto rozejrzeć się uważniej, bo secesja w Trieście ma swój lokalny charakter — mniej kwiecisty niż wiedeński czy praski, bardziej stonowany, z dużą ilością geometrycznych, roślinnych detali w metalu i sztukaterii. Casa Bartoli, zaprojektowana przez Maxa Fabianiego, ucznia samego Otto Wagnera, jest tu najlepszym przykładem — warto podejść bliżej i przyjrzeć się balkonom oraz oknom, bo detale widać dopiero z bliska. Sam plac jest niewielki, więc łatwo połączyć go ze spacerem w stronę Piazza Unità albo w głąb Borgo Teresiano, gdzie ciągnie się regularna siatka XVIII-wiecznych ulic zaprojektowanych jeszcze za czasów cesarzowej Marii Teresy.

Ślady starożytnego Tergeste

W czasach rzymskich leżało tu miasto Tergeste, założone prawdopodobnie przez Juliusza Cezara w połowie I wieku p.n.e. Do dziś zachowały się ruiny rzymskiego teatru, który mieścił niegdyś około 6000 widzów, można je oglądać zarówno z poziomu ulicy, jak i z góry, co daje zupełnie inną perspektywę. Syn był wyraźnie zawiedziony, że nie da się zejść na samą arenę, ale liczenie rzędów kamiennych ław zajęło go na dłuższą chwilę. Teatr wykuto częściowo w zboczu wzgórza San Giusto na przełomie I i II wieku n.e., a rozbudowano go za panowania cesarza Trajana. Odkryto go dopiero na początku XX wieku, przy okazji prac budowlanych w tej części miasta, i od tamtej pory jest jedną z najlepiej zachowanych rzymskich budowli tego typu na północy Włoch — latem czasem organizuje się tu koncerty plenerowe.

Drugim śladem antyku jest Arco di Riccardo — starożytny łuk wbudowany dziś w zwykłe kamienice, tak że łatwo go minąć, jeśli się nie wie, że tam stoi. Według legendy nazwano go na cześć Ryszarda Lwie Serce, rzekomo więzionego tu w drodze powrotnej z Ziemi Świętej. Historia jest najprawdopodobniej mocno naciągana, ale przy okazji spaceru warto tam zajrzeć. Łuk stał niegdyś w murach miejskich starożytnego Tergeste i przez wieki służył jako brama, zanim miasto się rozrosło i mury straciły znaczenie obronne. Dziś stoi w cieniu kamienic tak bezceremonialnie wbudowany w ich fasady, że mijają go setki turystów dziennie, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu — a to, obok teatru, jeden z niewielu namacalnych śladów po antycznym rodowodzie miasta.

Wzgórze San Giusto — katedra, zamek i widoki

To najważniejszy przystanek w mieście i jednocześnie ten, który kosztuje najwięcej wysiłku, bo wszystko stoi na szczycie wzgórza górującego nad Triestem. Z Piazza Unità d’Italia dojdziecie tu pieszo w jakiś kwadrans, głównie pod górę. Warto każdego z tych kroków.

Katedra San Giusto, w dzisiejszym kształcie z XIV wieku, powstała z połączenia dwóch wcześniejszych, romańskich bazylik, stąd jej nietypowa, pięcionawowa bryła. Największe wrażenie robi złota mozaika w apsydzie z XII wieku, wykonana przez weneckich mistrzów, monumentalna i wyraźnie bizantyjska w duchu. Boczne ołtarze można podświetlić, wrzucając monetę do specjalnego automatu — u nas skończyło się na tym, że córka wyprosiła kilka monet i po kolei rozświetlała jeden ołtarz za drugim.

Tuż obok stoi zamek San Giusto, budowany etapami od 1468 do 1636 roku przez Austriaków, którzy przejęli kontrolę nad Triestem jeszcze w 1382 roku. Ciekawostka architektoniczna: każdy z bastionów powstał w innym okresie i różni się wyglądem, bo projektowano je z myślą o innych zagrożeniach epoki. W środku, poza spacerem po murach z widokiem na miasto i morze, czeka lapidarium z rzymskimi znaleziskami, zbrojownia z kolekcją broni oraz kaplica św. Jerzego. Bilet kosztuje 7€, a na zwiedzanie wystarczy około godziny. Kwadratowa dzwonnica katedralna daje kolejny widok — trochę ograniczony przez zabezpieczającą siatkę, ale dzwony ogląda się z bliska, co dzieciakom akurat się spodobało.

Przy okazji budowy pomnika ofiar pierwszej wojny światowej odkryto tu fragmenty rzymskiej bazyliki z I wieku i pozostałości forum — dziś to niewielkie stanowisko archeologiczne z zachowanymi kolumnami, które regularnie pozuje na zdjęciach z katedrą i zamkiem w tle. Tuż obok działa darmowe Muzeum Archeologiczne im. Winckelmanna, z lokalnymi znaleziskami oraz eksponatami przywiezionymi z Egiptu. Nosi imię Johanna Joachima Winckelmanna, uważanego za ojca nowożytnej archeologii, który zginął w Trieście, najpewniej w napadzie rabunkowym. Jeśli zaglądacie, zarezerwujcie sobie mniej więcej godzinę.

Muzeum Revoltella

Nasza ulubiona instytucja kulturalna w całym mieście. Galeria mieści się w XIX-wiecznym pałacu podarowanym Triestowi przez barona Pasquale Revoltellę z życzeniem, by powstało w nim muzeum sztuki nowoczesnej. Dziś ekspozycja rozciąga się na trzy połączone budynki i skupia głównie na włoskim malarstwie oraz rzeźbie XIX wieku.

Ale największe wrażenie robią nie same obrazy, tylko zachowane wnętrza pałacowe: monumentalna klatka schodowa, biblioteka z rzeźbionymi półkami, sala balowa i taras widokowy na dachu. Chodzi się po tym trochę jak po planie filmowym. Wstęp jest bezpłatny dla posiadaczy karty FVG Card, a na spokojne zwiedzanie warto dać sobie przynajmniej 75 minut.

Sam baron Pasquale Revoltella dorobił się fortuny na handlu i bankowości, a jego nazwisko wiąże się też z budową Kanału Sueskiego — był jednym z głównych udziałowców przedsięwzięcia i osobiście uczestniczył w uroczystym otwarciu kanału w 1869 roku. Pałac, który zostawił miastu w testamencie, miał być właśnie pomnikiem tego sukcesu, stąd tak duży rozmach wnętrz jak na prywatną rezydencję.

Kolekcja współczesna, dobudowana już w XX wieku w sąsiednim skrzydle, obejmuje też sporo włoskich dzieł z pierwszej połowy XX wieku, choć to właśnie XIX-wieczne wnętrza robią największe wrażenie na zwiedzających, zwłaszcza tych, którzy nie spodziewają się aż takiego przepychu. Muzeum leży dosłownie kilka kroków od Piazza Unità d’Italia, więc świetnie wpisuje się w spacer po centrum, bez konieczności specjalnego nadkładania drogi.

Zabytkowe kawiarnie i pomnik Joyce’a

Triest od dwóch stuleci przyciągał nie tylko kupców, ale i pisarzy — James Joyce spędził tu łącznie dwanaście lat i to właśnie w miejscowych kawiarniach powstał plan (i kilka rozdziałów) „Ulissesa”. Kawiarnie nie są tu więc tłem, tylko pełnoprawną atrakcją, i dobrze zaplanować sobie w programie choć jedno leniwe kawiarniane popołudnie.

Naszym odkryciem i ulubionym miejscem została Antico Caffè Torinese, otwarta w 1915 roku, z pięknym drewnianym wnętrzem. Obok warto zajrzeć do Caffè San Marco z 1914 roku, urządzonej w stylu wiedeńskiej secesji, dawnego miejsca spotkań intelektualistów, w tym Joyce’a i Italo Svevo — dziś działa tu również księgarnia. Najstarsza w mieście jest Caffè Tommaseo (od 1830 roku), a najbardziej reprezentacyjna Caffè degli Specchi wprost przy Piazza Unità d’Italia, choć te dwie bywają droższe i bardziej turystyczne. Nad Wielkim Kanałem, na moście Ponte Rosso, stoi jeszcze pomnik samego Joyce’a — dobra okazja na zdjęcie i krótką pogawędkę z dziećmi o tym, kto to w ogóle był. Warto wiedzieć, że Joyce przyjechał do Triestu jako młody, mało jeszcze znany nauczyciel angielskiego i to właśnie tutaj, z dala od rodzinnego Dublina, dojrzewał jako pisarz — miasto pojawia się zresztą pośrednio w jego twórczości, jako miejsce, z którego patrzył na Irlandię z dystansu. Dziś na trasie spaceru „Joyce Trail” znajdziecie kilkanaście tabliczek znaczących miejsca związane z jego życiem tutaj.

Polecamy:   Park Ewolucji Sławutówko czyli pomysł na rozrywkę nad polskim morzem!

Do części z tych miejsc — spacerów z przewodnikiem po starówce, wejść do zamku San Giusto, wycieczek śladami Joyce’a — można kupić bilety z góry albo zarezerwować wycieczkę z przewodnikiem. Sprawdźcie oferty na Viator albo na GetYourGuide. Kupując bilety z wyprzedzeniem, oszczędzicie sobie stania w kolejce — a nam zostaje więcej czasu, żeby postawić dzieciakom gofry zamiast czekać razem z nimi w słońcu.

Inne warte zobaczenia

Zamek Miramare

To atrakcja, której z dziećmi absolutnie nie odpuściliśmy — jeśli macie czas tylko na jedno miejsce poza ścisłym centrum, niech to będzie właśnie Miramare. Biały, bajkowy zamek stoi dosłownie na skraju morza, zbudowany między 1856 a 1860 rokiem dla arcyksięcia Maksymiliana, dowódcy austriackiej floty i brata cesarza Franciszka Józefa. Wnętrza — eklektyczne apartamenty Maksymiliana i jego żony Charlotty — urządzono w duchu romantycznym, z widoczną w każdym detalu fascynacją morzem.

Maksymilian nie nacieszył się rezydencją zbyt długo — już w 1864 roku wyjechał stąd, by objąć tron cesarski Meksyku, gdzie trzy lata później został stracony. Miejscowa legenda głosi, że zamek jest przeklęty i że nikt, kto w nim później mieszkał, nie skończył dobrze, choć to raczej opowieść budująca klimat niż fakt historyczny.

Otaczający zamek park, pełen egzotycznych roślin, rzeźb i fontann, jest ogólnodostępny i darmowy, nawet jeśli nie wejdziecie do samego pałacu. Dla dzieci to zresztą najlepsza część — dużo przestrzeni do biegania i morze tuż obok. Zamek leży około 8 km na północny wschód od centrum; dojedziecie autobusem numer 6 w jakieś 40 minut, wysiadając na przystanku Grignano. Bilet wstępu kosztuje 12€ (do 17€ przy wystawach czasowych), a na wnętrza warto dać sobie 60–75 minut plus dodatkowe 45 na spacer po parku.

Grotta Gigante — Jaskinia Olbrzymów

Około 10 km od centrum leży Grotta Gigante, jedna z największych udostępnionych turystom jaskiń na świecie. Sama główna sala ma wysokość niemal 100 metrów. Zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem, trwa około godziny i wymaga pokonania tysiąca schodów: 500 w dół i 500 z powrotem w górę. To atrakcja dla osób w miarę sprawnych, więc z naprawdę małymi dziećmi albo z wózkiem raczej odpada. Nasz sześciolatek dał radę, choć na ostatnich stopniach w górę trzeba go było mocno dopingować.

Wewnątrz panuje stała temperatura około 11 stopni, więc nawet latem zabierzcie coś cieplejszego. Bilet normalny kosztuje 15€ (12€ ulgowy, 8€ dla dzieci), a rezerwacja na konkretną godzinę jest obowiązkowa. Do jaskini dojedziecie autobusem z centrum miasta — warto sprawdzić rozkład wcześniej, bo kursy nie są zbyt częste.

Grotę odkryto pod koniec XIX wieku, a udostępniono zwiedzającym w 1908 roku — od tamtej pory to jedna z wizytówek regionu. Rozmiary robią wrażenie nawet na osobach, które widziały już inne jaskinie: cała główna komora jest na tyle rozległa, że zmieściłaby się w niej katedra kilkupiętrowej wysokości, a wewnątrz zobaczycie też jeden ze stalagmitów uznawanych za najwyższe na świecie. Grota jest przy okazji czynną stacją sejsmologiczną i geodezyjną — naukowcy wykorzystują jej stabilność do precyzyjnych pomiarów ruchów skorupy ziemskiej, a odpowiednia aparatura wciąż działa w głębi jaskini.

Museo del Mare, La Lanterna i port

W historycznym porcie działa bezpłatne Museo del Mare, poświęcone morskiej historii miasta — trzy piętra modeli statków, zabytkowych globusów i planów jednostek budowanych w triesteńskich stoczniach, w tym replika wycieczkowca Victoria. Na zwiedzanie wystarczy 45–60 minut. Nieopodal stoi La Lanterna, dawna latarnia morska z 1833 roku, dziś udostępniona zwiedzającym, z punktem widokowym na szczycie i restauracją. To niepozorne, mało odwiedzane miejsce — dobre, jeśli szukacie chwili spokoju z dala od tłumów przy głównym placu.

Muzeum mieści się w dawnym magazynie solnym, co samo w sobie jest ciekawostką — sól była przez stulecia jednym z kluczowych towarów przechodzących przez triesteński port. Wystawa prowadzi zwiedzających przez historię żeglugi od czasów antycznych aż po współczesność, ze szczególnym naciskiem na okres świetności Triestu jako portu Austro-Węgier, gdy stąd wypływały transatlantyki do Ameryki Południowej i na Daleki Wschód, a sam Triest był trzecim co do wielkości portem pasażerskim w Europie.

Warto połączyć wizytę ze spacerem po pobliskim Molo Audace, długim falochronie wchodzącym prosto w morze, skąd rozciąga się jeden z ładniejszych widoków na plac Unità d’Italia i całą zatokę. To popularne miejsce na wieczorny spacer wśród samych mieszkańców, więc jeśli chcecie zobaczyć Triest bez turystów, to dobra pora i miejsce, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy światło odbija się w wodzie portu.

Grand Canale, Bazylika św. Sylwestra i inne drobiazgi

Wykopany w połowie XVIII wieku Wielki Kanał pozwalał łodziom wpływać wprost do centrum na rozładunek towarów, a dziś jest po prostu przyjemnym miejscem na spacer, z zacumowanymi łódkami i kawiarniami wzdłuż nabrzeża. Przy kanale, w pałacu wzniesionym przez serbskiego magnata, mieści się Pałac Gopcevich z muzeum teatralnym (Civico Museo Teatrale Carlo Schmidl) — wystawa jest głównie po włosku, ale same wnętrza robią wrażenie.

Na końcu kanału, zamykając całą kompozycję, stoi neoklasycystyczny kościół Sant’Antonio Nuovo — to właśnie ten widok, z łódkami cumującymi wzdłuż nabrzeża i kopułą kościoła w tle, trafia na większość pocztówek z Triestu. Po drugiej stronie kanału warto zwrócić uwagę na serbski kościół prawosławny pod wezwaniem św. Spirydiona, z charakterystycznymi, złoconymi kopułami — kolejny dowód na to, jak wielokulturowe było to miasto w czasach świetności portu.

Kilka kroków od Arco di Riccardo stoi najstarszy kościół w mieście — niewielka, romańska Bazylika św. Sylwestra z XI wieku, z zachowanymi freskami z XIV wieku i ciepłym, drewnianym sufitem, rzadkim w kamiennych, średniowiecznych świątyniach. Warto też rzucić okiem na Faro della Vittoria, okazałą Latarnię Zwycięstwa z 1927 roku, będącą jednocześnie latarnią morską i pomnikiem marynarzy poległych w pierwszej wojnie światowej. Stoi na uboczu, więc traktujcie ją raczej jako punkt widoczny podczas spaceru wzdłuż wybrzeża niż osobny cel wyprawy.

Bulwar i plaże Triestu

Wzdłuż wybrzeża, od parku Barcola aż po Zamek Miramare, ciągnie się długa promenada, którą mieszkańcy chętnie wykorzystują jako plażę — latem rozkładają leżaki i kąpią się w morzu, mimo że to głównie betonowe nabrzeże, a nie piaszczysta plaża. Jeśli liczycie na wygodny piach, możecie się rozczarować. Najbliższa centrum La Lanterna jest kamienista i, co ciekawe, wciąż podzielona murem na część damską i męską — jedna z ostatnich takich plaż w Europie. Cały spacer od Miramare do centrum wzdłuż wybrzeża zajmuje około półtorej godziny, więc jeśli planujecie go jako powrót po zwiedzaniu zamku, zarezerwujcie sobie odpowiednio dużo czasu.

Polecamy:  Jak zwiedzać Nowy Jork? Co tam zobaczyć? Praktyczny poradnik

Barcola to nie tylko plaża, ale prawdziwa instytucja miejskiego życia — latem miejscowi zajmują tu swoje stałe miejsca na betonowych barierkach do siedzenia, czasem odziedziczonych po dziadkach. W pierwszą niedzielę października odbywa się stąd start Barcolany, jednej z największych na świecie regat żeglarskich, w której bierze udział nawet kilka tysięcy jednostek, a całe miasto wtedy żyje morzem jeszcze bardziej niż zwykle.

Jeśli szukacie z dziećmi piaszczystej alternatywy, trzeba nastawić się na dłuższą wyprawę — najbliższe prawdziwe piaszczyste plaże są już za granicą, w słoweńskiej Portorož czy na chorwackim wybrzeżu Istrii, około godziny drogi od Triestu. Na miejscu trzeba więc pogodzić się z kamieniami i butami do wody, ale za to woda jest czysta, a widoki na wybrzeże i klif San Giusto wynagradzają brak piasku.

Planujecie odwiedzić któreś z tych miejsc? Do Miramare, Grotta Gigante i całodniowych wypadów w okolicę (choćby nad słoweńskie wybrzeże czy do jaskiń Postojnej) można z góry kupić bilety i wycieczki z przewodnikiem: sprawdźcie Viator albo GetYourGuide. Cena dla Was ta sama co przy rezerwacji bezpośredniej, a robiąc to przez nasze linki, pomagacie nam sfinansować kolejne wyjazdy, które później opisujemy. Warto zerknąć wcześniej, bo w sezonie terminy na Grotta Gigante potrafią się szybko zapełnić.

Kuchnia Triestu — gdzie Włochy spotykają Austrię i Bałkany

Jedzenie w Trieście jest może najlepszym dowodem na to, jak bardzo miasto różni się od reszty Włoch. Obok pizzy i pasty znajdziecie tu jotę — gęstą zupę z kapusty kiszonej, fasoli i ziemniaków, wyraźnie inspirowaną kuchnią słoweńską i chorwacką — a także gulasz w węgierskim stylu i cevapcici. Na deser koniecznie spróbujcie presnitz, spiralnego ciasta z orzechami, rodzynkami i przyprawami korzennymi, typowego dla regionu Friuli-Wenecja Julijska.

A skoro Triest to nieformalna kawowa stolica Włoch — to tu ma siedzibę słynna Illy — zamawiając kawę, przygotujcie się na inne nazewnictwo niż w reszcie kraju. Miejscowe „nero” to zwykłe espresso, a „capo in b” to odpowiednik cappuccino podawanego w szklance. Za pierwszym razem można się nieźle pogubić, ale to część zabawy. My po dwóch dniach zamawialiśmy już jak miejscowi, a przynajmniej tak nam się wydawało.

Triest z dziećmi — szczerze

Triest zaskoczył nas jako miasto zdecydowanie przyjazne rodzinie, choć na swój sposób. Nie ma tu wielkich parków rozrywki ani interaktywnych centrów nauki, za to jest morze na wyciągnięcie ręki, zamek jak z bajki i jaskinia, która robi na dzieciach ogromne wrażenie. Podświetlane monetą ołtarze w katedrze, wybijające godziny figury na ratuszu, dzwony w dzwonnicy — z takich drobiazgów układa się dzień, w którym dzieci naprawdę się nie nudzą.

Największym minusem jest ukształtowanie terenu. Sporo tu wchodzenia pod górę, zwłaszcza na wzgórze San Giusto, więc z wózkiem bywa ciężko, a i starsze dziecko potrafi w połowie podejścia zacząć narzekać. Grotta Gigante z tysiącem schodów to wyzwanie dla naprawdę małych, więc oceńcie sami, czy Wasza pociecha da radę. Poza tym miasto jest bezpieczne, kompaktowe i spokojne — z dziećmi zwiedza się je bez stresu.

Informacje praktyczne

Głównym środkiem komunikacji miejskiej są autobusy — bilet ważny 60 minut kosztuje 1,50€, a dzienny 3,35€. Kupicie je w kioskach oznaczonych literą „T”, w aplikacji Tpl FVG albo bezpośrednio w autobusie, zbliżeniowo kartą (kierowcy nie sprzedają biletów za gotówkę). Uwaga: wiele przystanków obsługiwanych jest na żądanie, trzeba pomachać kierowcy, żeby autobus się zatrzymał. Jeśli planujecie kilka płatnych atrakcji, w tym Miramare i Grotta Gigante, rozważcie kartę FVG Card — wersja 48-godzinna kosztuje 30€ (25€ ulgowa), tygodniowa 45€ (40€ ulgowa) i daje bezpłatny wstęp do większości muzeów oraz omijanie kolejek do kas.

Lokalizacja: Triest, region Friuli-Wenecja Julijska, północno-wschodnie Włochy, przy granicy ze Słowenią.

Jak dojechać: lotnisko Triest (Ronchi dei Legionari) albo przez Wenecję lub Lublanę i dalej pociągiem czy autem.

Najlepszy czas na wizytę: maj–czerwiec oraz wrzesień.

Czas zwiedzania: 2–3 dni, z czego jeden na Zamek Miramare i Grotta Gigante.

Ceny biletów: Zamek Miramare 12€, Zamek San Giusto 7€, Grotta Gigante 15€, karta FVG Card 30€/48h.

Z dziećmi: tak — zamek, jaskinia i spacer nad wodą to strzały w dziesiątkę, katedra z podświetlanymi ołtarzami też robi wrażenie; minusem sporo podejść pod górę.

Moja ocena: 8/10.

Polecam? Zdecydowanie, zwłaszcza jeśli szukacie mniej oczywistego, a równie ciekawego włoskiego miasta.

Najczęściej zadawane pytania

Z czego słynie Triest?

Przede wszystkim z austro-węgierskiej architektury i historii — był najważniejszym portem monarchii Habsburgów. Do tego dochodzi kultura kawiarniana związana z Jamesem Joyce’em, bajkowy Zamek Miramare oraz Grotta Gigante, jedna z największych udostępnionych turystom jaskiń świata.

Ile dni wystarczy na Triest?

Jeden intensywny dzień pozwoli zobaczyć centrum, ale żeby dodać Zamek Miramare i Grotta Gigante bez pośpiechu, najlepiej zaplanować dwa pełne dni. My zostaliśmy trzy i mieliśmy jeszcze czas na spokojne kawiarniane popołudnia.

Co koniecznie zobaczyć w Trieście?

Piazza Unità d’Italia, katedrę i zamek na wzgórzu San Giusto, Zamek Miramare oraz przynajmniej jedną z historycznych kawiarni, jak Caffè San Marco czy Antico Caffè Torinese. Jeśli macie więcej czasu, dorzućcie Grotta Gigante i Muzeum Revoltella.

Jak dojechać do Triestu?

Najbliższe lotnisko to Triest (Ronchi dei Legionari) około 30 km od centrum. Wygodne i często tańsze są też Wenecja oraz Lublana, oddalone o niecałe dwie godziny drogi. Z lotnisk dojedziecie autobusem lub pociągiem, a po samym mieście najlepiej poruszać się pieszo i autobusami.

Czy warto jechać do Triestu z dziećmi?

Tak, choć trzeba liczyć się z podejściami pod górę. Zamek Miramare z parkiem nad morzem, jaskinia i podświetlane ołtarze w katedrze robią na dzieciach wrażenie, a miasto jest kompaktowe i bezpieczne. Grotta Gigante z tysiącem schodów to wyzwanie dla naprawdę małych.

Czy Triest jest podobny do reszty Włoch?

Nie do końca. Architektura, kuchnia i klimat miasta są mocno naznaczone wpływami austro-węgierskimi i słowiańskimi, co czyni Triest jednym z najbardziej nietypowych miast na mapie Włoch. To właśnie ta mieszanka jest jego największym atutem.