Sprzedaliśmy dzieciaki dziadkom. Pojechali na dwa tygodnie na Hel — plaża, lody, wakacje. My sami w domu. Nie zamierzamy tego zmarnować. Planujemy trzy dni gdzieś we dwoje — tylko gdzie? Mamy kilka opcji na stole. Poniżej opisuję każdą z nich, żebyście mieli z czego wybierać, jeśli sami szykujecie taki krótki wypad. Na końcu zdradzę, którą wybraliśmy.

Opcja pierwsza: Tatry i Zakopane — dobry pomysł, zły termin

Zakopane pojawia się na liście pierwsze i przez chwilę wygląda obiecująco. Tatry we dwoje, bez wózka, bez negocjowania trasy odpowiedniej dla 6-latka — Morskie Oko we własnym tempie, wieczór przy winie w dobrej restauracji. Brzmi nieźle, prawda?

Problem jeden: koniec sierpnia. To wciąż szczyt sezonu, Krupówki pełne, korki na zakopiance gwarantowane, ceny noclegów nie do przyjęcia. Zakopane ma sens — ale nie teraz. Mówimy sobie, że wrócimy tu we wrześniu albo październiku, kiedy kolory w Tatrach są najładniejsze i można w końcu odetchnąć. Na ten wyjazd odpada.

Jeśli jednak wasz termin jest lepszy niż nasz — październikowe Zakopane to naprawdę inna bajka. Kilka hoteli w okolicy ma niezłe SPA, a po górskim spacerze masaż nabiera zupełnie innego wymiaru. Polecam, tylko nie w sierpniu.

Opcja druga: Wrocław — miasto, które nie daje się spieszyć

Wrocław to jedno z tych miast, które działa lepiej bez dzieci. Nie dlatego, że jest nieprzyjazne rodzinom — jest świetne dla rodzin. Ale we dwoje, bez napędzania tempa do „za 20 minut muzeum zamknięte”, można je po prostu poczuć inaczej. Kawiarnie przy Rynku, spacer po Ostrowie Tumskim wieczorem, kiedy zapalają się latarnie — to inne miasto niż to ze szlakami gry miejskiej dla 6-latków.

Polecamy:  Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie – zwiedzanie i informacje praktyczne

Trzy dni wystarczają, żeby zobaczyć Stare Miasto, Halę Targową, przejść się przez wszystkie mosty i zjeść porządnie przynajmniej cztery razy. Wrocław ma bardzo dobry rynek restauracyjny — od knajpek śródziemnomorskich po miejsca serwujące zupełnie porządne polskie jedzenie bez kiczu. Wieczorami bar przy barze, wszystko skupione w kilku uliczkach blisko centrum.

To opcja dla par, które wolą miasto od natury. Muzea, architektura, długie kolacje, spacery bez celu. Wrocław ma coś z atmosfery małego europejskiego miasta, które jakoś umknęło masowej turystyce — i oby tak zostało. Kusi, mocno kusi.

Opcja trzecia: Mazury — jeziora, żagle i woda po horyzont

Mazury to klasyk i nie bez powodu. Jeziora połączone kanałami, żaglówki, mazurskie zachody słońca nad wodą — trudno o bardziej „wakacyjny” kierunek w Polsce. We dwoje można wypłynąć na cały dzień, zacumować gdzieś na uboczu i mieć jezioro prawie dla siebie. Prawie, bo to jednak Mazury w sierpniu.

I tu jest haczyk. Koniec sierpnia to na Mazurach absolutny szczyt — Mikołajki i Giżycko pękają w szwach, ceny w porcie kosmiczne, a o wolne miejsce przy pomoście trzeba się bić. Jeśli lubicie tłum i klimat wakacyjnego kurortu, będzie super. My akurat szukamy czegoś spokojniejszego, więc Mazury zostawiamy na inny termin — najlepiej wrzesień, kiedy woda jeszcze ciepła, a ludzi o połowę mniej.

Opcja czwarta: Kazimierz Dolny — mały klimat nad Wisłą

Kazimierz Dolny to jedno z tych miasteczek, które robią robotę bez żadnego wysiłku. Rynek z charakterystycznymi kamienicami, ruiny zamku nad Wisłą, wąwozy lessowe wokół, no i te słynne kazimierskie koguty z ciasta na każdym kroku. Miejsce od zawsze przyciągające artystów — i widać to w każdej galeryjce przy rynku.

Polecamy:  Top 5 miejsc na urlop dla miłośników archeologii

To propozycja na wolne, leniwe trzy dni: spacer nad Wisłą, wspięcie się na Górę Trzech Krzyży dla widoku, przeprawa promem do Janowca i długie posiłki w knajpkach przy rynku. Kazimierz jest mały, więc obejdziecie go w pół dnia — reszta to po prostu bycie, a nie zwiedzanie. Minus: w sierpniowe weekendy potrafi się zapełnić, więc lepiej celować w dni powszednie.

Opcja piąta: Kaszuby — i to na nie stawiamy

Kaszuby są niedoceniane. Setki jezior, kaszubskie wioski, lasy, zero pośpiechu. Owszem, jedziemy w sierpniu, w sam środek sezonu — ale liczymy na to, że mniej oblegane Kaszuby będą spokojniejsze niż Zakopane czy wybrzeże w tym samym czasie. Taką mamy przynajmniej nadzieję.

Plan jest prosty: Chmielno nad Jeziorem Raduńskim — spokojne miasteczko, kilka uliczek, wędkarze przy pomoście, niebieska ceramika kaszubska w co drugim sklepie. Do tego skansen w Wdzydzach Kiszewskich, jeden z ładniejszych w Polsce — drewniane domy, architektura kaszubska, cisza. Nic nie musimy, nic nie gonimy. Kawa z widokiem na wodę i tyle.

Bory Tucholskie są rzut beretem od Kaszub. Jeśli starczy nam czasu i ochoty na las i rzekę, chcemy przejechać trasę wzdłuż Brdy. Sierpień to sezon, więc na pustki nie liczymy — ale liczymy, że w środku tygodnia będzie luźniej niż w weekend. Las, rzeka, trochę spokoju. Zobaczymy, jak wyjdzie.

Na noclegi wybór padł na hotel malowniczo położony nad jeziorem, w środku kaszubskich lasów — hotelaubrecht.pl. Blisko wody, z dala od tłumów, dokładnie taki klimat, jakiego szukamy na te trzy dni.

Najbardziej cieszymy się chyba na to, czego przy dzieciach nigdy nie ma — wieczory bez pośpiechu. Kolacja, która nie kończy się o 20:00, spacer nad wodą po zmroku, rozmowa dokończona do końca. Trzy dni to niedużo, ale czasem właśnie tyle wystarczy, żeby złapać oddech i przypomnieć sobie, że jesteśmy nie tylko rodzicami.

Polecamy:  Gdzie warto iść w Kościelisku? Plan dla aktywnych z bazą w Hotelu Eco Tatry

Tatry, Wrocław, Kaszuby — każda z tych opcji daje coś innego i każda spokojnie wyrobi się w długi weekend. My stawiamy na Kaszuby. Doszedł jeszcze jeden praktyczny argument: stamtąd blisko do Gdańska, więc po tych trzech dniach po prostu podjedziemy odebrać dzieciaki od dziadków. Wygodnie się składa.

A jak nam wyjdzie i czy Kaszuby dowiozą — o tym opowiem w następnym poście.