Do Łeby pojechaliśmy na tydzień w drugiej połowie sierpnia, we czworo, z nastawieniem na klasyczne wakacje nad morzem: plaża, ryba z frytkami i jak najmniej siedzenia w samochodzie. Okazało się, że miasteczko ma do zaoferowania sporo więcej, niż zakładaliśmy, bo kilka kilometrów od centrum zaczynają się ruchome wydmy, które wyglądają jak kawałek pustyni przeniesiony nad Bałtyk.

Poniżej opisuję, co warto zobaczyć w Łebie, kiedy jechać, jak dojechać w tym roku (z pociągami jest kłopot) i gdzie nocowaliśmy. Piszę z perspektywy rodziny z dwójką dzieci w wieku szkolnym, więc przy każdym miejscu zaznaczam, jak sprawdziło się u nas.

Jak ułożona jest Łeba i ile dni zaplanować

Łeba leży na wąskim pasie lądu między morzem a dwoma jeziorami: od zachodu jest duże jezioro Łebsko, od wschodu mniejsze Sarbsko. Przez środek miasta płynie rzeka Łeba, która przy porcie wpada do morza, i to ona dzieli plażę na dwie części, wschodnią i zachodnią. Centrum jest małe, z główną ulicą pełną smażalni, budek z goframi i sklepów z pamiątkami, a wszystko, co najważniejsze, da się obejść pieszo.

Na zachód od miasta, za osadą Rąbka, zaczyna się Słowiński Park Narodowy z ruchomymi wydmami. To główny powód, dla którego Łeba różni się od innych nadmorskich miejscowości, i warto przeznaczyć na niego cały dzień. Na samo zwiedzanie z jednym, dwoma wypadami w okolicę wystarczą cztery, pięć dni, ale jeśli chcecie po prostu odpocząć na plaży, tydzień nie będzie za długi.

Kiedy jechać do Łeby

Lipiec i sierpień to pełnia sezonu: wszystkie atrakcje działają, na plaży są ratownicy, a woda jest najcieplejsza, choć Bałtyk rzadko robi się naprawdę ciepły. Trzeba się jednak liczyć z tłumami, kolejkami do smażalni i wyższymi cenami noclegów. My trafiliśmy na drugą połowę sierpnia i było już odrobinę luźniej niż w lipcu, szczególnie w dni powszednie.

Spokojniej jest w czerwcu i we wrześniu. Pogoda bywa wtedy kapryśna, a kąpiel w morzu to raczej wyczyn niż przyjemność, za to na wydmach i w mieście jest dużo mniej ludzi. Większość parków rozrywki i muzeum wyrzutni rakiet działa sezonowo, mniej więcej od maja do września lub października, więc zimą Łeba jest cicha i część miejsc jest zamknięta.

Jak dojechać do Łeby

Najprościej samochodem. Z południa i od strony Trójmiasta jedzie się do Lęborka, a stamtąd lokalną drogą przez około 30 kilometrów prosto do Łeby. W sezonie trzeba liczyć się z korkami na wjeździe do miasta w sobotnie przedpołudnia, kiedy jedni wyjeżdżają, a drudzy przyjeżdżają, oraz z płatnymi parkingami w centrum i przy wejściu do parku narodowego w Rąbce.

Z pociągami w tym roku jest kłopot. Na linii Lębork–Łeba trwa remont, dlatego w wakacje 2026 pociągi do Łeby nie dojeżdżają, a ostatni odcinek obsługuje autobusowa komunikacja zastępcza; kolej ma wrócić w sezonie 2027. W praktyce trzeba dojechać pociągiem do Lęborka, na przykład z Gdyni, i przesiąść się do autobusu, który jedzie do Łeby około 40 minut. Przed wyjazdem sprawdźcie aktualny rozkład, bo wyszukiwarki połączeń potrafią pokazywać pociąg do samej Łeby, choć ostatni etap i tak jedzie się autobusem.

Noclegi w Łebie i okolicy

Noclegów w Łebie jest bardzo dużo, od pensjonatów i apartamentów przy głównych ulicach po ośrodki z domkami na obrzeżach. W samym centrum i przy ulicach prowadzących na plażę wschodnią jest najbliżej morza, ale w sezonie także najgłośniej, bo życie toczy się tam do późnego wieczora. Spokojniej jest po zachodniej stronie rzeki, w stronę Rąbki i parku narodowego, oraz w Nowęcinie, który leży tuż za miastem, nad jeziorem Sarbsko.

My szukaliśmy domku, bo z dwójką dzieci łatwiej ugotować coś na miejscu niż trzy razy dziennie szukać, gdzie zjeść, i zarezerwowaliśmy go przez stronę https://leba-domki.eu/. Wybraliśmy ośrodek Milicz w Nowęcinie, a nasz domek miał dwa pokoje i aneks kuchenny, więc dzieci spały osobno, a my mogliśmy wieczorem posiedzieć na tarasie. Do morza mieliśmy około 800 metrów, czyli kilkanaście minut spaceru z całym plażowym majdanem, co w zamian za ciszę wieczorem uznaliśmy za uczciwą wymianę.

Jeśli chcecie mieć plażę tuż pod ręką, szukajcie noclegu przy ulicach w pobliżu wejść na plażę wschodnią, ale w lipcu i sierpniu rezerwujcie z dużym wyprzedzeniem. Przy dłuższym pobycie warto zwrócić uwagę na to, czy w cenie jest sprzątanie końcowe i pościel, oraz doliczyć opłatę miejscową, którą pobiera się za każdą dobę.

Atrakcje, które zwiedziliśmy

Przez tydzień udało nam się połączyć plażowanie z kilkoma wypadami, z których najważniejszy był dzień na ruchomych wydmach. Część atrakcji to typowe nadmorskie parki dla dzieci, część to miejsca, które zainteresują też dorosłych.

Opisuję je w kolejności od tych, które zapamiętaliśmy najbardziej.

Ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym

Wydma Łącka to miejsce, dla którego warto przyjechać do Łeby, nawet jeśli plaża nie jest waszym ulubionym sposobem spędzania czasu. To wielka, jasna góra piasku, wznosząca się na ponad 40 metrów nad poziom morza, która co roku przesuwa się o kilka metrów na wschód, zasypując las po drodze. Z góry widać z jednej strony morze, z drugiej jezioro Łebsko, a dookoła piasek aż po horyzont, i naprawdę trudno uwierzyć, że jest się w Polsce.

Wejście do parku jest w Rąbce, około dwóch kilometrów na zachód od centrum Łeby, i tam też jest duży płatny parking. Bilet do parku w sezonie kosztuje 10 zł, ulgowy 5 zł, a dzieci do 7 lat wchodzą bezpłatnie. Od wejścia do wydmy jest jeszcze kilka kilometrów leśną drogą. Można przejść je pieszo, przejechać rowerem albo wsiąść do jednego z meleksów, które kursują w sezonie; ceny przejazdu różnią się w zależności od przewoźnika i pory roku, więc lepiej sprawdzić je na miejscu.

Polecamy:   Jaki park rozrywki na wakacje 2024? Energylandia!

My pojechaliśmy na rowerach, a wróciliśmy plażą, pieszo, prowadząc rowery tylko na krótkim odcinku. Zbieganie po zboczu wydmy córka uznała za najlepszą rzecz całego wyjazdu i weszła na górę chyba pięć razy. Zabierzcie wodę, czapki i krem, bo na piasku nie ma cienia, a w słoneczny dzień grzeje jak na plaży w południe, tylko bez możliwości ochłodzenia się w morzu. Na całość, z dojazdem i powrotem, przeznaczcie spokojnie pół dnia albo więcej.

Plaża w Łebie

Plaża w Łebie jest szeroka, piaszczysta i ciągnie się kilometrami w obie strony, a port z falochronami dzieli ją na dwie części. Wschodnia, bliżej centrum i większości noclegów, jest bardziej oblegana: w sezonie parawany stoją tu jeden przy drugim, działają wypożyczalnie leżaków i budki z jedzeniem, a ratownicy pilnują wyznaczonych kąpielisk. Zachodnia, za rzeką, jest spokojniejsza i dużo dziksza, bo ciągnie się w stronę parku narodowego, więc zabudowy i budek jest tam znacznie mniej.

Na co dzień chodziliśmy na plażę wschodnią, bo była po drodze i miała ratowników, a dzieci w tym wieku wolą kąpać się tam, gdzie ktoś pilnuje. Na zachodnią wybraliśmy się dwa razy, przy okazji dnia na wydmach, i właśnie tam spędziliśmy najspokojniejsze popołudnia całego wyjazdu, z kilkudziesięcioma metrami wolnego piasku dookoła zamiast sąsiedniego parawanu na wyciągnięcie ręki.

Woda w Bałtyku nawet w sierpniu bywa chłodna, a przy wietrze od morza fale są całkiem spore, więc z młodszymi dziećmi lepiej zostać blisko brzegu i pilnować flag na stanowiskach ratowników.

Parawan, koc i zabawki do piasku warto mieć ze sobą, bo w szczycie sezonu po leżaki bywa kolejka, a w południe trudno znaleźć wolne miejsce przy samym wejściu. Wejścia na plażę są oznaczone numerami, co bardzo pomaga, kiedy umawiacie się z kimś na konkretną godzinę albo szukacie dziecka, które poszło po lody i zgubiło drogę powrotną. Rano i późnym popołudniem jest wyraźnie luźniej niż w środku dnia.

Port w Łebie

Port to mały, ale ciekawy kawałek miasta, który najlepiej wygląda wieczorem. Rzeka Łeba wpada tu do morza między dwoma falochronami, przy nabrzeżu cumują kutry rybackie i statki wycieczkowe, a wzdłuż ulicy ciągną się smażalnie, które kupują ryby prosto od rybaków. Na falochron można wyjść spacerem i popatrzeć na wypływające łodzie, a przy dobrej pogodzie także na zachód słońca nad morzem. Jest tu mniej budek z zabawkami niż na głównej ulicy, a więcej przestrzeni i widoku na wodę, więc nawet w szczycie sezonu da się znaleźć kawałek nabrzeża bez tłoku. Przychodziliśmy tu prawie co wieczór po kolacji, bo z Nowęcina to przyjemny spacer, a dzieci lubiły wypatrywać kutrów wracających z morza.

Z portu w sezonie wypływają rejsy po morzu, krótsze i dłuższe, o różnych porach dnia, a bilety kupuje się w budkach przy nabrzeżu. Skusiliśmy się na krótki rejs i dzieciom bardzo się podobał, choć przy fali kilku pasażerów wróciło na ląd wyraźnie bledszych niż przy wejściu na pokład. Jeśli ktoś w rodzinie ma skłonność do choroby morskiej, wybierzcie spokojny, bezwietrzny dzień i miejsce na środku statku, gdzie mniej buja. Dla dzieci największą atrakcją był zresztą nie sam rejs, ale moment wypływania z portu między falochronami, kiedy z obu stron machają ludzie spacerujący po nabrzeżu.

Muzeum Wyrzutnia Rakiet w Rąbce

Na terenie Słowińskiego Parku Narodowego, przy drodze z Rąbki na wydmy, stoją pozostałości tajnego niemieckiego poligonu z czasów II wojny światowej, na którym testowano rakiety. Dziś to muzeum na świeżym powietrzu, w którym między sosnami ogląda się betonowe stanowiska startowe, bunkier obserwacyjny, schrony i repliki rakiet, a do wydm jest stąd już niedaleko.

Zatrzymaliśmy się tu w drodze na wydmę i to był dobry pomysł, bo muzeum przerywa kilkukilometrowy odcinek leśnej drogi, który na rowerze z dziećmi potrafi się dłużyć. Najwięcej pytań miał syn: zaglądał do każdego otworu w betonie, chciał wiedzieć, jak daleko leciały rakiety i dlaczego wszystko schowano w lesie, a temat wracał jeszcze przy kolacji. Dla dzieci zainteresowanych techniką to miejsce może być nawet ciekawsze niż sama wydma.

Dorośli docenią tablice i ekspozycję w budynku, które tłumaczą, co się tu działo, jak wyglądały próby i do czego służyły poszczególne konstrukcje. Warto przeczytać chociaż część z nich, bo bez tego betonowe bloki wyglądają po prostu jak ruiny. Las dookoła daje cień, więc w upalny dzień to też dobre miejsce na przerwę przed wyjściem na rozgrzany piasek.

Bilet kosztuje kilkanaście złotych, a do tego trzeba mieć bilet wstępu do parku narodowego. Muzeum działa sezonowo, mniej więcej od maja do października, a w lipcu i sierpniu jest otwarte dłużej niż na początku i pod koniec sezonu.

Jezioro Sarbsko i Nowęcin

Jezioro Sarbsko leży na wschód od Łeby, oddzielone od morza wąskim, zalesionym pasem lądu, czyli Mierzeją Sarbską. To zupełnie inna Łeba niż ta przy głównej ulicy, bo zamiast budek z goframi są tu trzciny, łąki i las, a nad wodą spotyka się raczej wędkarzy niż turystów. Mierzeja, która oddziela jezioro od morza, jest rezerwatem przyrody, więc brzegi zostały dzikie i zabudowa nie podchodzi tu do samej wody. W Nowęcinie, nad brzegiem jeziora, mieszkaliśmy przez cały tydzień, więc znamy to miejsce głównie z wieczorów i poranków, kiedy nad wodą unosi się jeszcze mgła, a jedyny ruch robią ptaki w trzcinach. Domki wypoczynkowe Milicz w Łebie to parterowe, drewniane domki z tarasami, rozstawione między lasem a łąkami, więc wokół było dużo zieleni i miejsca, a nie ściana sąsiedniego budynku. Po powrocie z plaży często szliśmy na krótki spacer nad jezioro albo po prostu siadaliśmy na tarasie, a po dniu pełnym parawanów i kolejek ta cisza była dla nas najlepszą częścią dnia.

Polecamy:  Najlepsze muzea kolejnictwa w Polsce

W pochmurny dzień zrobiliśmy wycieczkę rowerową wzdłuż jeziora, bo droga jest płaska, a ruch samochodowy niewielki, więc dzieci mogły jechać same, bez pilnowania co kilka metrów. Jeśli nocujecie w centrum, warto przynajmniej raz wybrać się tu pod wieczór, kiedy w mieście jest najgłośniej. Nad samą wodą nie ma rozbudowanej infrastruktury dla turystów, wypożyczalni ani barów, więc to miejsce na spacer, rower i odpoczynek, a nie na kąpiel i atrakcje. My po tygodniu w Nowęcinie nie zamienilibyśmy go na nocleg przy głównej ulicy.

Łeba Park

W Łeba Parku chodzi się leśnymi ścieżkami, przy których stoją figury dinozaurów i innych prehistorycznych zwierząt naturalnej wielkości, a pomiędzy nimi są place zabaw i dodatkowe atrakcje dla dzieci. W cenie biletu są wszystkie atrakcje na terenie parku, a działa on sezonowo, od wiosny do końca września.

Poszliśmy tam w jedyny deszczowy dzień wyjazdu i choć część zabawy odbywa się na zewnątrz, dzieci w ogóle nie przejęły się mżawką. Na młodszych dzieciach największe wrażenie robią figury naturalnej wielkości, szczególnie te, które stoją tuż przy ścieżce i trzeba zadzierać głowę, żeby zobaczyć paszczę. Starsze dziecko szybciej się nudzi samymi figurami, ale place zabaw i dodatkowe atrakcje wyrównują tę różnicę.

Łeba Park należy do droższych atrakcji w Łebie: bilet normalny kosztuje 119 zł, ulgowy 99 zł, a dzieci poniżej 100 cm wzrostu wchodzą bezpłatnie, więc dla czteroosobowej rodziny to wydatek rzędu kilkuset złotych. Moim zdaniem warto, jeśli macie dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym i przeznaczycie na wizytę kilka godzin, a nie godzinę w biegu. Najlepiej przyjść zaraz po otwarciu, zanim przy najpopularniejszych figurach zrobi się tłoczno. Z nastolatkami można to sobie odpuścić.

W okolicy działa też kilka mniejszych parków i placów zabaw z płatnymi atrakcjami na żetony, od dmuchańców po trampoliny, więc jeśli zależy wam na krótszej i tańszej rozrywce, jest z czego wybierać.

Inne warte zobaczenia

Dwóch miejsc z naszej listy nie udało nam się odwiedzić, bo w tygodniu zabrakło jednego wolnego dnia, a oba wymagają osobnego wypadu.

Zostawiamy je na następny raz, ale opisuję, co tam jest, bo dla wielu rodzin mogą być ciekawsze niż kolejne popołudnie na plaży.

Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach

Kluki leżą po drugiej stronie jeziora Łebsko i jest tam bardzo ciekawy skansen, Muzeum Wsi Słowińskiej. Zajmuje on dawną wieś Słowińców, małej grupy etnicznej, która przez wieki żyła na bagnistych brzegach jeziora z rybołówstwa i uprawy ziemi. Zachowały się tu drewniane chałupy z wyposażeniem i zabudowania gospodarcze, więc łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądało tu życie sto lat temu. Słowińcy mówili własnym dialektem i jeszcze w XX wieku zachowali odrębne zwyczaje, o czym opowiadają ekspozycje w chałupach. Zwiedza się go jak prawdziwą wieś, chodząc od zagrody do zagrody, a nie oglądając eksponaty za szybą, więc nawet dzieci, które nie lubią muzeów, mają tu co robić. Latem skansen organizuje pokazy dawnych rzemiosł, podczas których można zobaczyć, jak wyglądała codzienna praca w słowińskim gospodarstwie.

Do Kluk nie dojedzie się szybko, bo trzeba objechać jezioro Łebsko dookoła, więc to wycieczka na pół dnia, najlepiej połączona z piknikiem albo obiadem po drodze. Okolica jest spokojna i mało turystyczna, a droga prowadzi przez lasy i pola, więc sama jazda jest przyjemna. Bilet kosztuje od kilkunastu do dwudziestu kilku złotych, w zależności od rodzaju, a parking we wsi jest bezpłatny. Godziny otwarcia zmieniają się w ciągu roku, dlatego warto sprawdzić je przed wyjazdem. My zaplanowaliśmy Kluki na przedostatni dzień, ale wygrała plaża przy idealnej pogodzie i uznaliśmy, że skansen poczeka do kolejnego wyjazdu, tym razem może poza sezonem.

Sea Park w Sarbsku

Sea Park w Sarbsku, kilka kilometrów na wschód od Łeby, to park morski z fokarium, w którym można zobaczyć foki i dowiedzieć się, jak żyją zwierzęta Bałtyku. Foki są oczywiście główną atrakcją, ale sporo miejsca poświęcono też innym mieszkańcom Bałtyku i temu, dlaczego trzeba to morze chronić. Do tego dochodzą atrakcje dla dzieci, więc całość zajmuje kilka godzin i dobrze sprawdza się w dzień, kiedy pogoda nie zachęca do plażowania.

Ceny biletów zależą od sezonu: w lipcu i sierpniu bilet normalny kosztuje około 119 zł, a ulgowy około 99 zł, poza szczytem trochę mniej, a najmłodsze dzieci, poniżej 100 cm wzrostu, wchodzą za symboliczną opłatą. To podobny poziom cen jak w Łeba Parku, więc przy krótszym pobycie trzeba się zastanowić, na który z nich postawić, bo oba naraz mocno obciążą wakacyjny budżet rodziny.

Polecamy:   Dwór Artusa – czy warto zobaczyć?

My wybraliśmy dinozaury, bo akurat bardziej pasowały naszym dzieciom, ale foki są pierwsze na liście na kolejny wyjazd. Dla dzieci, które lubią zwierzęta bardziej niż wielkie figury, Sea Park może być lepszym wyborem. Jeśli planujecie oba parki, rozłóżcie je na różne dni, bo kilka godzin w jednym to dla młodszych dzieci i tak sporo wrażeń, a drugi park tego samego dnia skończy się zmęczeniem i marudzeniem zamiast zabawy.

Co zjeść w Łebie

Łeba to przede wszystkim ryba. Smażalnie stoją przy niemal każdej ulicy prowadzącej na plażę i przy porcie, a najczęściej zamawia się flądrę, dorsza i halibuta z frytkami i surówką. Najlepiej smakowało nam przy porcie, gdzie ryby trafiają prosto z kutrów, a kolejka ludzi przed wejściem jest dobrym znakiem.

Warto patrzeć na cenniki, bo ceny podawane są często za 100 gramów, a nie za porcję, i porządny kawałek flądry potrafi kosztować więcej, niż się wydaje przy zamawianiu. My szybko nauczyliśmy się prosić o konkretną wagę i dzięki temu rachunki przestały nas zaskakiwać. Przy rodzinie opłaca się też zamówić jedną dużą rybę na dwie osoby, a dzieciom osobno frytki z surówką, bo i tak zjadają głównie je.

Do tego gofry, lody i kukurydza z budek na plaży, bez których dzieci nie wyobrażały sobie żadnego popołudnia. Gofr z bitą śmietaną i owocami w nadmorskiej budce to u nas już tradycja i w Łebie nie było inaczej.

W domku robiliśmy śniadania i kolacje, a na mieście jedliśmy głównie obiady, co przy tygodniowym pobycie wyraźnie obniżyło koszty, a dzieciom pozwoliło jeść o swojej porze. Zakupy robiliśmy w sklepach w centrum, gdzie bez problemu kupi się pieczywo, nabiał i owoce, a na kolację także wędzoną rybę.

Łeba z dziećmi (szczerze)

Łeba okazała się bardzo dobrym miejscem na wakacje z dziećmi w wieku szkolnym, przede wszystkim dlatego, że łączy zwykłe plażowanie z kilkoma zupełnie różnymi atrakcjami. Wydmy, rakiety, dinozaury i port to cztery inne dni, więc nikt się nie nudził, a jednocześnie wszystko jest blisko i nie trzeba spędzać godzin w samochodzie.

Najbardziej męczyły nas tłumy w centrum w środku dnia. Trzeciego dnia ustawiliśmy się w kolejce do smażalni przy głównej ulicy o pierwszej po południu i po dwudziestu minutach czekania w słońcu dzieci miały dość, zanim w ogóle zamówiliśmy. Od tamtej pory jedliśmy obiady wcześniej, koło dwunastej, albo w mniej obleganych miejscach przy porcie, i problem zniknął.

Dzień na wydmach jest fizycznie męczący dla młodszych dzieci, więc warto zaplanować go na początek wyjazdu, kiedy wszyscy mają jeszcze siły. Przy dzieciach w tym wieku wózek nie jest potrzebny, ale z młodszymi przyda się coś, co da się pchać po piasku albo nosić, bo na plażę i na wydmy chodzi się sporo.

Atrakcje typu Łeba Park czy Sea Park są drogie, więc dobrze wybrać jedną albo dwie, a resztę czasu spędzić na plaży i rowerach, które dzieci lubią równie mocno. U nas rower okazał się zresztą najlepszym sposobem poruszania się po okolicy, bo na wydmy, nad jezioro i do portu da się dojechać bez szukania parkingu.

Informacje praktyczne

Lokalizacja: Łeba, województwo pomorskie, między morzem a jeziorami Łebsko i Sarbsko, około 30 km od Lęborka. Jak dojechać: samochodem przez Lębork; w wakacje 2026 pociągi do Łeby nie kursują z powodu remontu linii, z Lęborka jedzie się autobusem zastępczym około 40 minut. Najlepszy czas: lipiec i sierpień na plażowanie, czerwiec i wrzesień, jeśli zależy wam na spokoju. Czas zwiedzania: cztery, pięć dni na atrakcje, tydzień na pełne wakacje. Ceny: wstęp do Słowińskiego Parku Narodowego 10 zł, ulgowy 5 zł, dzieci do 7 lat bezpłatnie; Łeba Park 119 zł, ulgowy 99 zł; muzeum wyrzutni rakiet kilkanaście złotych. Z dziećmi: bardzo dobrze, zwłaszcza z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym. Moja ocena: 8/10. Polecam? Tak, szczególnie jeśli połączycie plażę z dniem na ruchomych wydmach.

Najczęściej zadawane pytania

Ile dni warto spędzić w Łebie?

Na zobaczenie najważniejszych atrakcji, czyli ruchomych wydm, portu, plaży i jednego parku rozrywki, wystarczą cztery, pięć dni. Jeśli chcecie też odpocząć na plaży i zrobić wypad do Kluk albo Sarbska, tydzień będzie w sam raz.

Czy do Łeby dojedzie się pociągiem w 2026 roku?

Nie bezpośrednio. Z powodu remontu linii Lębork–Łeba w wakacje 2026 pociągi do Łeby nie kursują, a ostatni odcinek obsługuje autobus zastępczy, który z Lęborka jedzie około 40 minut. Połączenia kolejowe mają wrócić w sezonie 2027.

Ile kosztuje wejście na ruchome wydmy?

Bilet do Słowińskiego Parku Narodowego w sezonie kosztuje 10 zł, ulgowy 5 zł, a dzieci do 7 lat wchodzą bezpłatnie. Osobno płaci się za parking w Rąbce i za przejazd meleksem, jeśli nie chcecie iść pieszo ani jechać rowerem.

Czy Łeba jest dobra na wakacje z dziećmi?

Tak, bo poza szeroką plażą ma kilka atrakcji, które przypadną dzieciom do gustu, od ruchomych wydm po park dinozaurów i fokarium w Sarbsku. Warto tylko pamiętać, że w lipcu i sierpniu w centrum jest tłoczno, a największe atrakcje są drogie.

Która plaża w Łebie jest spokojniejsza?

Spokojniejsza jest plaża zachodnia, po drugiej stronie portu, która ciągnie się w stronę Słowińskiego Parku Narodowego. Plaża wschodnia jest bliżej centrum i większości noclegów, ma ratowników i budki z jedzeniem, ale w sezonie jest dużo bardziej zatłoczona.